Portland okiem przybysza

Portland – typowo amerykańskie miasto, które niezwykle szybko stało się bliskie mojemu sercu. Kiedy tylko postawiłem tam stopę okazało się bowiem, że miasto to – w sposób dla mnie urzekający – łączy w sobie wolność, nowoczesność i otwartość, czyli cechy, które w Ameryce kocham, z cechami mojego Poznania – miasta na tyle dużego, by przyjemnie się w nim mieszkało a jednocześnie na tyle małego, żeby dało się weń odnaleźć prosty, kameralny klimat.

Mamy zatem w Portland nowoczesne city z wieżowcami, ścieżkami dla rowerów, parkami i china town ale jednocześnie mamy pełne zieleni uliczki znanych z europy osiedli oraz klimatyczne alejki pełne małych barów, browarów czy restauracyjek.

Urzekło mnie to miasto. Skąpane w czerwcowym słońcu, pełne ciepła i obietnicy nadchodzącego lata. Uśmiechnięte, naturalne, radosne a jednocześnie z nutką fantazji i uporu, która towarzyszyła niegdyś ludziom wydzierającym naturze zachód USA cal po calu.

Choć odległe o tysiące kilometrów jednocześnie okazało się tak bardzo znajome, że niemal od razu stało się dla mnie drugim domem. Wrócę tam kiedyś na pewno, być może znów jako gość, być może na stałe. Wiem jedno – to nieco zapomniane miasto dalekiego zachodu USA kupiło moje serce – na zawsze 🙂

Dodaj komentarz